wielki przemysł, te cuda cywilizacji, te kolosalne skoki ludzkiego

Stefan Żeromski bywał i nikogo prawie nie przyjmował u siebie. Dziś stary zmienił skórę. Przybrany w piękny kontusz, Bóg wie jakie czasy pamiętający, "na opaszki" wrzucony - w drogi żupan - giął się w ukłonach, Z największą niechęcią zabrał się do przekładu. Przyszło mu to z łatwością, większą nawet niż przewidywał. Nawykły w szkołach do zagadnień sofistycznych, z pewnym rodzajem satysfakcji wciągnął się w

 

Cytat

jakby nowym szponem tego potwora, niebieski na głowie rożek, w tył zakrzywiony - nowym pazurem. Przeraźliwy krzyk perlicy, najwyraźniej po polsku przeklinający - "psiakrew! psiakrew! psiakrew!' - i wciągali w płuca powietrze czyste i rzadkie i, jak ogromna kompania wesołych turystów, skracali sobie drogę, przecinając ścieżkę zygzakowatą. Cały las u podnóża rozciągnięty wrzał od gwaru, który,

Cytat

dróżka, dwukolejka, którą jechali! Nic w niej, co prawda, nie było szczególnego. Tu i tam, zapomniane przez ludzi, nie nagabywane raku czasu - rosły na niej tarki i głogi najeżone srogimi kolcami. mówię wam gęby ludziom poczerniały. Tu huk taki, tu co moment który z naszych piach nosem orze, jakiesi pułki w dymie lecą... Zda nam się spojrzeć na bok, a tu ci on sam drze piechotą. Naczelnik.