i zjadłszy strawę padali w sen kamienny, gdy panowie inżynierowie
Stefan Żeromski Wnet się zawiązała rozmowa. Byli to, jak się po prezentacji wzajemnej okazało, dwaj sąsiedzi, synowie szlachty uboższej, dzierżawami siedzącej na małych folwarkach w okolicy Kurzelowa, w Galicji
wszystkich. - Ciekawym, czy bije i tych, co wysadzają prochownie, a obok prochowni usiłują wysadzić w powietrze całe dzielnice zamieszkane przez ubogą ludność żydowską? Głuche milczenie było
Cytat
wystarczającym pozorem prawdziwej pracy, ale jeszcze większe były jego zmartwienia, gdy nie był w biurze. Zdawało mu się wtedy, że widzi, jak zastępca dyrektora, który przecież zawsze czyhał na jego
przypominającym śpiew kół tramwaju na zakręcie w mroźny poranek. Słychać było nawet krzykliwe sprzeczki indywiduów podpitych. Hipolit i ksiądz Anastazy zjawili się we drzwiach sali balowej i poczęli
Cytat
gnijącym i zjedzonym przez grzyby drewnianym chlewie albo w ciupie szerzącej reumatyzmy, gruźlice i szkarlatyny, w murowanym więzieniu cuchnącym wilgocią i myszami, wśród ścian, w które wrosły
wokoło domostw. Mór w złe czasy wlecze się kolejami dróg, choć mu je zagradzają osinowe krzyże. Wiara nie do wytrzebienia, głucha, ciemnonocna, leśna, swoja, skrycie ciągnie się wsiami, koleinami,