Drzwi prowadzące z ganku do sieni otwarły się znowu i przybysze
Stefan Żeromski w wysoki ląd, i znowu, zawróciwszy się na czopach swych, uciekają na głębie szeregiem opieszałych i martwiejących strumieni. Brzmiała wieść-sprawa, jak morze jedne skały wyniszcza, a inne przez
buchała w przestwór wyniosłą koroną rozwidlona, stuletnia sosna. Bliżej, wśród samego koryta rzeki, były ostrowy z dawien dawna porosłe drzewami, nad wszelki wyraz urocze ogrojce, dziewicze kępy,
Cytat
wciąż musiał być w ruchu, w trudzie, w pierwszorzędnym zmaganiu się, wciąż musiał cośkolwiek ścigać forsownie. W każdej chwili spokoju zaczynały płynąć w poprzek logicznych myśli- wichry spłoszonych
patrycjuszu... - rzekł Gintułt odchodząc z tego miejsca. Z zadumy i znużenia wyrwał ich szelest listków cienkich jak jedwab, wątłych, gładkich i subtelnie kreślonych niby wodnymi znakami, a
Cytat
niezwyciężonego wstrętu. Nie były to wspomnienia, gdyż te pieściły go raczej i władały nim jeszcze, nie były wyrzuty sumienia, tylko nieznośne, przemierzłe uczucie obecności złego. Zamykał oczy,
nieraz dniami i nocami, na lada podrzędnej stacyjce. Z niewiadomej przyczyny zatrzymywał się i nie wiedzieć kiedy, z nagła ruszał z miejsca nie bacząc wcale na to, czy tam który z pasażerów nie