młody człowiek zdjął palto z kołka i począł leniwie naciągać je na
Stefan Żeromski wzajem pochwycili się za gardła i wżarli w siebie zębami. Runęli właśnie na ziemię. To jeden, to drugi był na wierzchu. Szarpali się paszczękami jak rozjuszone psy. Nagie ich ręce, kolana, lędźwie,
drzazgi. Niejasne zarysy skał zawisły nad głową jakoby młoty i obuchy siekier. Czarne niebo zaciężyło na ciemieniu, niby wieko skrzyni z żelaza, ustawionej między zachodem a wschodem słońca. Wtedy z
Cytat
się strażnicy zedrzeć ubranie z ciała aresztowanego, dlatego wdzierają się nadzorcy do cudzych mieszkań, dlatego zamiast przesłuchiwać niewinnych, znieważa się ich przed całym zebraniem. Strażnicy
długą, wciąż powracającą gamą okrutnego szumu, zanosiły jakąś skargę, zawodziły jakąś pieśń, złożoną z potwornych melodii. Zdawało się, że z głębi tych zimnych pieczar głosi epos natura - o
Cytat
ręce. Ujrzał ją przed swoją duszą. Kiedy podniosła na niego oczy i kiedy znowu spoczął w spojrzeniu, przerwanym odejściem z sali, upadł przy niej na kolana, objął jej nogi rękoma i pozwolił płynąć
przed sobą. Jeden za drugiego szedł jakby za siebie samego. Słowo -jeden trupem by się był położył za drugiego. A teraz ty w moim gnieździe rodzinnym, tu, na moich śmieciach, zmagasz się z jakimś