Pastwisko pewnie - wtrącił pan Cedzyna nieśmiało.
Stefan Żeromski hańbić na wieki!... - począł nań krzyczeć jak na ekonoma, dławiąc się słowami ze wściekłości, idąc nań z laską. - Co to jest? Kto to? Jak śmie! Baczność! - Kondotiery! - Rabusie! - Daj go tu! -
chytrze, tak przebiegle, tak ostrożnie i przewidująco, iż mógłby być nazwany człowiekiem-łasicą czy tchórzem, z gatunku tych tchórzów, które mężnie nocą wkradają się do kurników. Lecz do czasu dzban
Cytat
odważnie, jak plugawy lichwiarz, bierze w szachrajską swą rękę bezcenne klejnoty ludzkiego ducha i drwi z ich wartości ubierając tę podłość w najlogiczniejsze sylogizmy. - Wszystko przełajdaczone -
Turzycki był na folwarku Chłodek. Były w mieszkaniu rządcy dwie osoby - pani Turzycka i Wanda. Pani Turzycka? Brak wszelkich poszlak. Wanda? Ten podlot, klapak, muzykus nie wiedzący o świecie bożym,
Cytat
przodków. Były tam płótna sczerniałe, na których ledwo widać było figury tak twarde i sztywne, jakby były drewnianymi kłodami pookręcanymi w karmazynowe i żółte stroje; były jakieś monstra z
śpią jeszcze wszyscy. Panna Szarłatowiczówna wstała już wprawdzie, ale teraz powróciła znowu do łóżka, a do stołu dziś w ogóle nie zasiądzie, gdyż jest niezdrowa. - Doprawdy? Zasłabła? - troskał się