- Panie Cedzyna! - zawołał ktoś zza okna.
Stefan Żeromski bliżej... Już można było rozróżnić same głosy. W pewnej chwili od szczytu góry dał się słyszeć tępy, jednostajny, rytmiczny odgłos biegu - duch-duch, duch-duch... Serce w słuchającym zamarło i
śmiałe aż do zuchwałości i czyste jak powietrze. Nie kłaniał się dziadowskim obyczajem, nie skamłał ani stękał. Czekał wyprostowany. Jasne jego oczy przechodziły z jednej twarzy na drugą, badając je
Cytat
nie robię, ale... staram się... - O pannę? - Na szczęście, jeszcze nie o pannę, Choć i to wkrótce spadnie na moje barki. - Jakże to? - Na teraz, uważasz... staram się o szambelanię... - Bagatela! -
wschód za wrogiem uciekającym. Przesunęły mu się przed oczyma niezliczone wsie i miasteczka, lasy i pola. Przebrnął rozlewne rzeki wśród łęgów. Ojcowskich szklanych domów nigdzie a nigdzie nie było.
Cytat
uśmiechał się wciąż słabym, ironicznym uśmieszkiem. Sułkowski zamyślił się i rzekł po chwili: - Znienawidziłeś wojnę. I to po tym, cośmy widzieli! Znienawidzić wojnę po tym, com uczuł stojąc pod
skuteczność boju. Wtedy się jest potrzebnym. Kto by szedł po to, żeby patrzeć, jak inni umierają... - Jeśli mię pamięć nie myli, można dostrzec jeszcze jedno miejsce w bitwie, właśnie dla siebie. -